3 Niedziela Wielkiego Postu – rok A

Ewangelia (J 4, 5-42)
Kazanie dla dzieci
Wyobraźcie sobie, że jesteście po bardzo ciężkim treningu. To był naprawdę trudny mecz. Biegaliście, walczyliście, dawaliście z siebie wszystko. Teraz siedzicie zmęczeni na świetlicy i czekacie na rodziców. Strasznie chce wam się pić.
Sklepik? Jest już zamknięty.
Zostaje automat z napojami.Jest już późno. W szkole prawie nikogo nie ma. Postanawiacie się wymknąć ze świetlicy. Idziecie cicho korytarzem, tak, żeby nikt was nie zauważył. Kiedy dochodzicie do automatu… stoi tam nowy dyrektor, którego jeszcze nie poznaliście. Nigdy wcześniej go nie widzieliście. (Dobrze jednak wiecie, że nie powinniście być bez pozwolenia przy automacie, dlatego wolelibyście pozostać niewidzialni).
I on mówi do was:
„Daj mi się napić?”W dzisiejszym fragmencie z Ewangelii według św. Jana Jezus też mówi do kogoś bardzo podobne słowa: „Daj Mi pić”.
Jezus siedzi przy studni w Samarii. Jest zmęczony drogą. Jest południe — najgorętsza pora dnia. I wtedy przychodzi kobieta, Samarytanka, żeby zaczerpnąć wody.
Tyle że ona przyszła o takiej godzinie, kiedy nikt normalnie nie przychodził, bo nie chciała nikogo spotkać. Ukrywała się. (Była zmęczona swoim życiem, swoimi problemami, może uciekała nawet przed samą sobą).
Trochę tak jak wy skradający się do automatu.
Gdy stoicie przed automatem, a dyrektor zaczyna rozmowę. Najpierw o piciu – o wodzie, o izotoniku, czy po treningu lepsza jest zwykła woda, czy coś innego. (Możecie się nawet trochę z nim spierać i nie zauważyć, że to nie o napój tu naprawdę chodzi).
Myślicie: „O co mu chodzi? Przecież chodzi tylko o picie”.
Samarytanka też tak myślała.
Jezus mówi o wodzie żywej, a ona patrzy na studnię i mówi:
„Nie masz czerpaka, studnia jest głęboka. Skąd weźmiesz tej wody?”Ona widzi tylko zwykłą wodę.
A Jezus mówi o czymś znacznie ważniejszym — o wodzie, która gasi pragnienie serca. (Czasem stoimy jakby przed jednym przęsłem płotu i nie widzimy, że obok jest otwarta brama — że problem ma głębsze rozwiązanie).Można napić się zwykłej wody i za godzinę znowu być spragnionym.
Jednak są w życiu takie pragnienia, których nie da się ugasić napojem.Dyrektor nagle zmienia temat i pyta:
„Jak przebiegł twój mecz?”Odpowiadacie: „No… przegraliśmy. Nie wyszło”.
A on mówi:
„Bo się nie wysypiasz. Bo jesz byle co. Bo siedzisz długo w telefonie. Trudno wygrać, kiedy energia jest marnowana”. (Nie dbasz o swoje ciało, o higienę cyfrową, o skupienie — a bez tego nie ma zwycięstwa).I zaczynacie rozumieć, że rozmowa o napoju wcale nie była o napoju.
W Ewangelii Jezus mówi do kobiety:
„Zawołaj swojego męża”.I nagle dotyka jej życia, jej historii, jej poranionych relacji. Pokazuje, że próbowała wiele razy znaleźć szczęście — ale wciąż była spragniona.
To nie było zawstydzanie.
To było pokazanie prawdy. (W prawdziwej miłości nie można się rozdrabniać — nie da się być sercem „po trochu” w wielu miejscach).Bo w prawdziwej relacji nie można być „po trochu wszędzie”.
Nie da się być dobrym zawodnikiem, jeśli trochę się trenuje, trochę gra, trochę odpuszcza.Nie da się też być szczęśliwym, jeśli serce jest porozdzielane.
W naszej historii mówicie jeszcze:
„My jesteśmy gorsi niż tamta klasa. Oni zawsze wygrywają”.Dyrektor odpowiada:
„To jedna szkoła. Jedna drużyna. Macie grać razem, nie porównywać się”. (Jedna wspólnota, jeden cel, jedno dobro — nie rywalizacja, ale jedność).W Ewangelii Samarytanka mówi:
„Wy mówicie, że Boga czci się w Jerozolimie, a my — na tej górze”.A Jezus odpowiada:
Nie chodzi o miejsce.
Chodzi o serce.
O oddawanie czci w Duchu i prawdzie. (Najważniejsza jest relacja z Bogiem i z drugim człowiekiem, nie samo „gdzie” i „jak”).Nie która drużyna.
Nie która góra.
Czy twoje serce jest naprawdę przy Bogu?I teraz najpiękniejszy moment.
Odchodzicie od automatu. Wracacie do domu. Na następnym treningu zbieracie drużynę. Idziecie do dyrektora. Prosicie o pomoc. Okazuje się, że był kiedyś trenerem. Zaczyna wam pomagać. Zmieniacie sposób treningu. Zaczynacie wygrywać. (I odkrywacie, że on już wcześniej był gotowy wam pomóc — tylko trzeba było podejść i zaufać).
Bo spotkaliście kogoś, kto wiedział więcej.
Samarytanka też odchodzi od studni inna.
Już się nie ukrywa.
Biegnie do miasta i mówi innym o Jezusie. (Nie zatrzymuje tego spotkania dla siebie — przyprowadza innych do Niego).I wielu ludzi zaczyna wierzyć.
Bo kiedy naprawdę spotykasz Jezusa — nie możesz tego zatrzymać tylko dla siebie.
Na końcu tej historii najważniejsze jest pytanie:
Czy ja umiem rozpoznać Jezusa? (Gdzie Go rozpoznaję? W kim? W jakich sytuacjach?)
Samarytanka najpierw widziała w Nim tylko zmęczonego człowieka proszącego o wodę. Potem proroka. A na końcu rozpoznała Mesjasza — Zbawiciela, Boga. (To było stopniowe odkrywanie, coraz głębsze poznanie).
Może i my czasem widzimy tylko „nowego dyrektora” — nauczyciela, rodzica, przyjaciela. A może właśnie przez nich Jezus do nas mówi?
Może ukrywa się w kimś, kto pomaga nam budować lepsze relacje, kto mówi nam prawdę, kto uczy nas jedności zamiast porównywania się.
Jezus przychodzi przez ludzi. (Przychodzi też w sakramentach — w spowiedzi, w Eucharystii — i czeka na nas w adoracji, jak przy studni).
Kiedy naprawdę Go rozpoznamy — nasze życie zaczyna się zmieniać.
I zaczynamy zdobywać to, co najważniejsze.Opr. Kl. Krzysztof Wowra
Tekst stanowi fragment opracowania materiałów pomocniczych do prowadzenia kazań i katechez dla dzieci w ramach programu katechezy parafialnej „Śladem Ewangelii”.
